Adieu Zatoko Snów, good bye Riwiero Marzeń

Za rok zobaczę znów mój stolik w coctail barze
Na szklanki pustym dnie obejrzę stary film
O ludziach, co we mgle, o czasie, który był.
A tulił nas jak port, jak fort lirycznych band
Elegant, birbant, lord, sopocki Hotel Grand.

Adieu Zatoko Snów, good bye Riwiero Marzeń
Za rok zobaczę znów mój stolik w coctail barze
Na szklanki pustym dnie obejrzę stary film
O ludziach, co we mgle, o czasie, który był.

Tu piękniał każdy gość i lasem pachniał gin
I fajkę palił ktoś, Japończyk albo Fin
Złocistych okien sto patrzyło z brzegu, gdy
Na plażę wybiegł ktoś po zeszłoroczne łzy.
Najbielsze z białych mew spadały do stóp mi
Anioły prosto z chmur do balkonowych drzwi
Kochanki były tam z żurnalu "Erotique"
Do dziś niektóre znam, po innych został krzyk.

Adieu Zatoko Snów, good bye Riwiero Marzeń
Za rok zobaczę znów mój stolik w coctail barze
Na szklanki pustym dnie obejrzę stary film
O ludziach, co we mgle, o czasie, który był.

Słonecznej piłki lot nad ranem cieszył nas
Jak zabłąkany kot odchodził nocny czas
O, nie daj trafić tu z mężczyzną marnym, złym
Co już nie bawi nas, nie rani byle czym.
Bolera gęsty miód i fiolet nocnych par
Niech starczy nam za cud, gdy się dopali żar
Nie dajmy nabrać się na życia podły kant
Że można więcej mieć, mieć więcej niż ten Grand.

Adieu Zatoko Snów, good bye Riwiero Marzeń
Za rok zobaczę znów mój stolik w coctail barze
Na szklanki pustym dnie obejrzę stary film
O ludziach, co we mgle, o czasie, który był.
A tulił nas jak port, jak fort lirycznych band
Elegant, birbant, lord, sopocki Hotel Grand.





Nie karminowe, kosmetyczne

Róże - królowe poetyczne
Pragnące, pachnąc, uszczęśliwić
Z łodygą jak balowa kibić
Metr wysokości płatki rżnięte
W krwawym koralu zawinięte
Róże - Hiszpanki feudalne
Nieopisanie seksualne

Przy których by sam rubin pobladł
Z jakimi na bajeczny obiad
Przychodził bogacz pełnokrwisty
Lawendą woniejący ogier
Do giętkiej i wysokonogiej
Panny Anieli
Smutnej, czystej, szaro-jedwabnej
No i z tymi wargami z lekka mięsistymi
Którymi po koniaku ciemnym
I mocnej kawie na wanilii
Chwytała róży płomień silny
I warg Alfreda smak korzenny

Piękna Aniela utrzymanka
Tańczyła na stołecznej scenie
Przychodził do niej po natchnienie
Ktoś inny jeszcze prócz amanta
Marny wierszopis miał rastenik
Z dziurami w płucach i w kieszeni
Jest właśnie teraz zły, pijany
I patrzy w róże wzrokiem szklanym
Patrzy, nie widząc pije koniak
I młotem żarno wali w skroniach
I wie bez róż, że ją zabije
Czy dziś, czy jutro, czy za tydzień
Choć nie wie nic i róż nie widzi
I ciągle tamten koniak pije

Róże nie zauważone
Jak rany jątrzą się czerwone
Osypujące pierś kochanki
Pięknej Anieli utrzymanki
I oto krwi morderczej kurzem
Już dymią gorejące róże
Jak dziś, jak jutro, jak za tydzień
Żegna się i do Adrii idzie