Czasem widzą ją, kiedy wyjdzie na próg
W Opatowie, Kępnie lub jeszcze gdzieś
Spuszczą wzrok, milczy Bóg
Ani zdrowaś, ani na nią warknie pies.
Ich sumienia cierń, rzekłbyś - huba tych miejsc
Na sumienie czasu brak, jest jak ryba na studni dnie
Jest niby jest
Jakoś żyje, lecz popłynąć nie ma gdzie.
Oczu sól w zmowie milczenia ścian
W katarakcie lustra, w niebieskiej sukni jak lubił on
Z nim sam na sam
Ani bar na rogu kusi, ani dzwon.
Ptakom garść poda pod brzytwą zim
W ustach kamień, kiedy przyjdzie odlecieć w godzinie swej
I tak jak dym
Coraz bledsza jest i jest jej coraz mniej
Coraz mniej
Coraz mniej
Coraz mniej
Przepraszam, że żyję
Przepraszam, że piję
Przepraszam, że tyję
Choć szczęścia mi brak
Przepraszam, że minę
Przelotnie jak ptak.
Przepraszam, że nie jem
Przepraszam, że jem
Przepraszam, że nie wiem
Przepraszam, że wiem.
Meldowani na tej ziemi tymczasowo
Zapomnieni poprzez Boga już na amen
Zapatrzeni w skrawek miejsca, w dane słowo
Czemu wciąż wpadamy w sidła taki same.
Przepraszam, że żyję...
Chociaż przyszło żyć pod miedzą i za lasem
Tu gdzie deszcze przemijają monotonnie
Poigrajmy sobie czasem - sobie z czasem
Przewalajmy się z hałasem przez historię.
Przepraszam, że żyję...
A gdy przyszło nam urodzić się dziewczyną
Skaleczoną, jak ta czajka, przez mężczyzną
Kupmy sobie dobre, stare, mocne wino
I śpiewajmy, nie zmieniając serca w bliznę.
Przepraszam, że żyję...
Meldowani na tej ziemi tymczasowo
Przyodziani w tanie palto i Ojczyznę
Odgrywajmy los na nowo i na nowo
I śpiewajmy, nie zmieniając serca w bliznę.
To świetnie, że żyję
To świetnie, że piję
To świetnie, że tyję
Choć szczęścia mi brak
Nie szkodzi, że minę
Przelotnie jak ptak...